poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział I




„Człowiek broni się przed strachem za pomocą lęku” - Zygmunt Freud
    A czym jest strach? Swoistą obawą przed wszystkim, co nieznane? Przestrachem przed rzeczami, którym boimy się nadać jakiekolwiek imię? Czy może hamulcem, który powstrzymuje nas przed dokonywaniem właściwych wyborów? Do prawdy, nie mam pojęcia. Od blisko trzech miesięcy lęk to jedyne uczucie towarzyszące mi poza bezradnością. Jestem bezsilna względem wszystkiego co mnie otacza, więc dlatego tak ciężko jest mi się odnaleźć we własnym życiu. Zawsze byłam indywidualistką, która śmiało i odważnie maszerowała przez świat, czerpiąc garściami z jego dobrodziejstw. Goniłam własne marzenia niczym dmuchawce unoszone przez ciepły wiatr. Wszystko czego pragnęłam, miałam na wyciągnięcie ręki. Nigdy nie mogłam powiedzieć, że jest mi źle, nawet jeśli wychowywałam się bez matki, bo ojciec ofiarował mi o stokroć większą miłość niż ta matczyna. Stworzył mi bezpieczny azyl, w którym zawsze mogłam się schronić. Spełniał wszystkie zachcianki, które tylko sobie ubzdurałam. Moje dotychczasowe życie, było istną sielanką. Jedynym co burzyło mój wręcz utopijny świat, była myśl o mamie i ciągłe zastanawianie się, czemu mnie nie chciała, czemu nas opuściła. Nigdy jej nie widziałam na oczy. W każde święta wyczekiwałam z utęsknieniem na choć jedną głupią kratkę, która nigdy nie doszła. Co za ironia losu – nie dość, że wychowywałam się bez matki, to jeszcze od trzech miesięcy nie mam ojca. I nie będę go mieć jeszcze przez blisko osiem lat – no chyba, że wyjdzie za dobre sprawowanie. Tak, jest we więzieniu. Znaleziono obciążające go dowody w sprawie jego rzekomej współpracy z rosyjską mafią. Nonsens. Nigdy nie uwierzę w to, że choć część pieniędzy, które mamy zostały zarobione na lewo. Nie wolno mi się z nim póki co widywać. Ojciec chciał mi załatwić ochronę na ten czas, kiedy on będzie zamknięty i dopóki nie wyłapią tych wszystkich bandziorów. Tere fere. Co niby da mi ochrona? Jak będą mnie chcieli zabić, to i tak to zrobią, bez względu na moją ochronę. Nawet jak założą mi kuloodporny pancerz, to zdetonowanie mnie nie będzie stanowiło dla nich żadnego problemu.Od kilku dni jednak, zastanawiam się poważnie nad wynajęciem kogoś, kto mógłby mnie strzec. Wiedziałam, że ci bandyci będą mieli mnie na oku i spróbują mnie nastraszyć – tata mnie ostrzegł – jednak na początku nie brałam tego zbyt poważnie. Kilka głuchych telefonów w środku nocy nie wywarło na mnie większej presji czy przestrachu. Tłumaczyłam je, jako głupi żart dziecka któregoś z sąsiadów. Nic szczególnego. Poważnie zaczęło się robić, dopiero gdy w pobliżu mojego domu pojawiało się coraz to więcej podejrzanych typów w czarnych limuzynach z przyciemnianymi szybami, oraz jak w skrzynce na listy znajdowały się anonimy z pogróżkami. Byłam jednak w dalszym ciągu sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego, bo mieszkałam w rezydenci z niewątpliwie najlepszym zabezpieczeniem antywłamaniowym w okolicy. Co złego mogło mi się stać? Cóż, do tamtego momentu raczej niewiele, dzisiaj jednak, sprawy nabrały szczególne złego obrotu.
    Siedziałam właśnie na korytarzu uczelni, w której tego roku rozpoczęłam studia, kiedy zauważyłam postać, która szczególnie przykuła moją uwagę. Był to młody mężczyzna. Oszacowałam jego wiek na jakieś 25 lat. Wyróżniał się spośród tłumu swoim zarostem – była to pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę – kruczoczarnymi włosami oraz przypalaną cerą. Dostrzegłam też, że spod jego skórzanej kurtki, której rękawy podciągnięte były pod same łokcie, wyłania się fala tatuaży. Stał oparty o barierkę schodów, z rękami utkwionymi w kieszeni. W sumie nie byłoby to nic dziwnego, w szkole tak kreatywnej jak ta, gdyby nie fakt, że jego oczy bacznie śledziły każdy mój ruch i analizowały moje gesty oraz mimikę. Kiedy Mulat zorientował się, że poczułam jego wzrok na sobie, szybko przeniósł spojrzenie na kolorową gazetkę z rozpiską sztuk teatralnych wiszącą na ścianie obok. Po chwili znów zerknął na mnie. Nie chciałam, żeby nasze spojrzenia się spotkały, więc uciekłam wzrokiem ku książce, którą kurczowo trzymałam w ręku. Nagle jej okładka wydała mi się interesująca. Aby uniknąć wyczuwalnego niebezpieczeństwa i kłopotów, które niewątpliwie nadciągały, postanowiłam się udać pośpiesznie do toalety. Kiedy ruszyłam z miejsca, zauważyłam kontem oka, że ów mężczyzna także wykonał kilka kroków w przód. Skręciłam więc szybko do klasy obok i zamknęłam za sobą drzwi. Ponownie poczułam strach. Nie miałam żadnej pewności, że ten facet to bandyta, który powinien teraz garować razem z ojcem, ale wszystko na to wskazywało. A już na pewno trzy rzeczy. Po pierwsze nigdy go tu jeszcze nie widziałam, więc nie mógł być jednym ze studentów. Po drugie non stop mnie obserwował, jakby bał się, że mu zniknę z pola widzenia. A po trzecie miał miliard dziar na rękach i niewątpliwie na innych częściach ciała też, a przecież normalni ludzie, z dobrego domu, nie tatuują sobie tak całego ciała. No chyba, że są dziećmi raperów. Tak czy siak, modliłam się, żeby tu za mną nie wszedł. Bo niby czym miałam się bronić – pudełkiem kredy? Na moje szczęście w tej sali właśnie miałam dzisiaj wykłady, więc nie musiałam jej opuszczać do końca zajęć. Kamień z serca.
    Po dłużących się wykładach, udałam się z moimi bliskimi znajomymi na parking przed uczelnią, gdzie zaparkowany był samochód Bena, który po drodze zgarniał mnie, oraz Donnę na zajęcia, a potem odwoził. Całkiem zapomniałam już o tym Mulacie, który przed południem zakłócił mój wewnętrzny spokój.
–  Już myślałem, że Wilkes nigdy nie skończy pieprzyć – zaczął Ben odpalając papierosa.
–  Daj spokój, połowę przespałam. – odezwała się Donna.
–  A powiedz mi, kto nie – zaśmiał się Blondyn – Co ty taka małomówna Del? – zwrócił się do mnie.
–  Zastanawiam się nad tym stypendium do Nowego Jorku – odparłam siadając na masce auta.
–  Wybierasz się? – zaciekawiła się Ruda.
–  A myślisz, że mam szansę się dostać? – skarciłam ją wzrokiem.
–  W sumie to jest więcej niż pewne, że to pupilki tej szmaty od historii teatru pojadą. Ona nikogo innego nie puści. – pokręcił głową Ben i zaciągnął się dymem.
–  Czemu nie pojedziesz na własną rękę? – wałkowała temat Donna.
Bo jadąc na własną rękę do Nowego Jorku, nie będę miała szansy pracować za kulisami na Broadwayu, a co za tym idzie nie będę miała szansy obserwować pracy aktorów, ani nie wezmę udziału w żadnym przesłuchaniu. A poza tym, wyjazd na stypendium liczyłby mi się, jako dni usprawiedliwione tutaj, czy jakoś tak. – westchnęłam.
Ta, uważaj, bo jeszcze Cię James Cameron z Broadwayu do Hollywood porwie. – zaśmiała się Ruda.
–  Przestań, mówisz tak, bo jej zazdrościsz, bo wiesz, że ona ma jeszcze szansę się dostać, a ty z twoją średnią nawet nie masz co aplikować o stypendium – wtrącił się Ben i rzucił niedopałek na ziemię. Donna zmarszczyła brwi, na znak rozgniewania – drogie ladies – rzekł otwierając drzwi do swojego wozu i tym samym zaprosił nas do środka.
    Szybko zeskoczyłam z maski i odruchowo obejrzałam się za siebie. Dostrzegłam nieopodal zaparkowane czarne, sportowe auto, było to bez wątpienia jakieś stare Audi. Jednak to nie jego marka, lecz kierowca przykuł moją uwagę. Za kierownicą siedział ten sam mężczyzna, który obserwował mnie na korytarzu kilka godzin temu. On znowu się na mnie gapił. Nogi się pode mną ugięły. Czym prędzej wskoczyłam do srebrnego Mercedesa Bena i poprosiłam, by chłopak się sprężał, gdyż spieszę się do domu. Blondyn odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. Przez całą drogę, bałam się spojrzeć w lusterko, by przypadkiem nie dostać ataku serca, kiedy okaże się, że ten ktoś za nami jedzie. W gruncie rzeczy atak serca, nie byłby aż taki zły, przynajmniej zginęłabym śmiercią naturalną bez ingerencji osób trzecich, a już zwłaszcza jego. Gdy Ben zatrzymał się już pod moim domem, niechętnie wysiadłam z wozu. Bałam się, że ten ktoś kręci się już dookoła mojego domu. Rzuciłam więc na pożegnanie – Do wieczora – i biorąc głęboki wdech dosłownie wyskoczyłam z auta niczym oparzona trzaskając przy tym drzwiami. Drogę od podjazdu aż pod drzwi mojej rezydencji przebyłam w szybkim marszu. Nie oglądałam się za siebie, gdyż nie chciałam nic i nikogo już więcej zauważyć. Moje trzęsące się dłonie ledwie natrafiły kluczem na zamek w drzwiach. Weszłam czym prędzej do środka zamykając za sobą drzwi na wszystkie możliwe spusty. Teraz mogłam odetchnąć z ulgą. Tutaj już nie ma opcji, żeby ktokolwiek nieproszony mógł się dostać – a przynajmniej takie było moje przeświadczenie. 

***Zayn's POV***
    Jestem wściekły, że przełożona dała mi właśnie to zlecenie. Przecież ja mam swoje życie i nie uśmiecha mi się ciągłe łażenie i pilnowanie jakiejś małolaty, która sama nie potrafi o siebie zadbać. Wygląda na rozpieszczoną gówniarę, która zawsze otrzymywała od losu wszystko, czego tylko zapragnęła, a jak jej się to znudziło, to bez mrugnięcia okiem to wyrzucała i zastępowała nowym badziewiem. Tak już jest, jak się ma za dużo kasy. Po otwarciu jej akt, które na moje ręce złożyła Kowalsky, wyczytałem, że powinna być teraz na Bloomsbury. Udałem się więc tam. Początkowo miałem trudności z rozpoznaniem mojego zlecenia pośród innych studentek, których było pełno na korytarzach. Zmuszony byłem latać w te i wewte po wszystkich piętrach, aby znaleźć ją w końcu na samej górze. Stała pod oknem. Na pierwszy rzut oka, nie byłem pewien, czy to ona, ale jakiś chłopak ułatwił mi to zadanie, gdyż rzucił z daleka jej imię „Delilah!”, na co dziewczyna zareagowała promiennym uśmiechem. Blondyn podszedł do niej i pocałował ją w policzek na przywitanie. Para rozmawiała krótką chwilę, po czym chłopak udał się w swoją stronę. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Analizowałem ostrożnie, ze zdwojonym skupieniem każdy jej ruch, gest, czy choćby najmniejszy grymas. Dziewczyna sprawiała wrażenie nieobecnej, zamyślonej. Zupełnie tak, jakby coś ją trapiło. Jej włosy upięte były w wysoki kok na czubku głowy, który chyba jej się znudził, gdyż jednym, szybkim, zdecydowanym ruchem dłoni, wyjęła spinkę podtrzymującą fryzurę i pozwoliła, by jej długie włosy opadły na jej ramiona oraz plecy. Ubrana była w zwiewną, kwiecistą sukienkę, która pasowała do jej urody, oraz szczupłej sylwetki. Gdyby była przynajmniej o dwa lata starsza, zainteresowałbym się nią. Takie młode laski mnie nie ruszają, bo są niezdecydowane i marzą o disneyowskim księciu na białym rumaku, który ich wyswobodzi od złej macochy – oświaty – i będzie na nie harował niczym niewolnik, żeby one mogły pławić się w luksusach, bez żadnego wykształcenia. Chyba popełniłem strategiczny błąd i wpatrywałem się w nią zbyt intensywnie, gdyż ona poczuła na sobie mój wzrok i strasznie się speszyła. Przez pierwsze kilka sekund wpatrywała się we mnie ze zdumieniem. Nie wiedziałem jak się zachować, więc uciekłem wzrokiem. Kiedy ponownie spojrzałem w jej kierunku, jej już nie było. Rozejrzałem się ostrożnie po korytarzu i dostrzegłem ją, jak zmierza w jego głąb. Blondynka obejrzała się do tyłu i z pewnością spostrzegła mnie, jak za nią podążam. Przedarła się przez grupkę studentów i weszła do jednej z sal zamykając za sobą drzwi. Nie mogłem przecież tam za nią wejść. Zdemaskowałaby mnie. Uznałem, że nic tu po mnie. Wróciłem więc na parking gdzie stał mój wóz. Usiadłem na jego masce i odpaliłem papierosa. Nie wiedziałem ile będę musiał czekać, aż jej zajęcia dobiegną końca. Byłem wkurzony, gdyż uważałem to wszystko za kompletną stratę czasu. Jakby tego było mało, mój telefon zaczął dzwonić. Wyjąłem go od niechcenia z kieszeni spodni. Dzwoniła Brooke – moja dziewczyna. Nacisnąłem zieloną słuchawkę.
–  Stało się coś? – zapytałem na wstępie.
–  Nie – odparła – dzwonię, bo chciałam usłyszeć twój głos skarbie.
–  Usłyszałaś. Coś jeszcze? – zaciągnąłem się szlugiem.
–  Czemu taki jesteś? – drążyła dziurę w całym.
–  Jestem w pracy. Nie mogę rozmawiać – odparłem z chłodem.
–  Rozumiem. Mimo wszystko nie musisz być taki oschły – wkurzyła się.
–  Przestań – syknąłem.
–  Tęsknię za tobą. Nie widzieliśmy się wczoraj – usłyszałem – mam coś dla ciebie.
–  Dla mnie? – zaciekawiłem się.
–  Byłam wczoraj na zakupach i kupiłam coś, co tobie się bardzo spodoba – zachichotała.
–  Kontynuuj – rozkazałem.
–  Właściwie to kupiłam to sobie, ale ty też będziesz zachwycony. Pokażę ci wieczorem. Uprzedzam, że tej nocy nie pozwolę ci zasnąć. Mam na ciebie taką ochotę – wymruczała do słuchawki.
–  Już mi ślinka cieknie – przygryzłem dolną wargę na samą myśl o jej krągłościach.
–  Kochanie, muszę już kończyć. Odezwę się wieczorem. Kocham Cię mocno – rzekła czule.
–  Na razie – odparłem i rozłączyłem się.
    Nigdy nie lubiłem jej bezsensownych telefonów. Czy ona nie rozumiała, że tylko niepotrzebnie zawraca mi nimi głowę? A może zwyczajnie mnie sprawdzała? Jesteśmy parą od blisko dwóch lat. Poznaliśmy się przypadkiem na jednej z imprez. Od początku była upierdliwa i łaziła za mną, aż w końcu udało się jej mnie usidlić. Jako dziewczyna nie jest zła. Ma w sobie wiele wyrozumiałości i szczerze jej na mnie zależy. Szkoda tylko, że nie żąda ode mnie szacunku. Nie lubię, kiedy kobieta przytakuje mi we wszystkim. Brooke jest potulna jak baranek. Daje mi się na tacy. To trochę nudne. Nie umiem jej szanować, kiedy ona nie szanuje samej siebie. Mogę to powiedzieć otwarcie: jestem z nią dla seksu. Wiem, że ona mnie kocha i to zuchwałe z mojej strony, ale ja nie potrafię obdarzyć jej takim uczuciem, na jakie zasługuje. To tylko przywiązanie sprawia, że jeszcze jej nie zostawiłem. Raz byłem już bliski powiedzenia jej, że z nami koniec, ale ona wtedy zasłabła i wylądowała w szpitalu. Nie mogłem jej porzucić w takim momencie. Jakieś tam wyrzuty sumienia się we mnie odezwały. Ona zasługuje na więcej, może kiedyś sama to zrozumie.
    Minęło blisko pięć godzin, zanim tleniona opuściła budynek uniwersytetu w towarzystwie swoich znajomych. Cała trójka stała kilka minut przy aucie należącym do tego samego kolesia, którego przyuważyłem rano, a następnie wsiedli i ruszyli z piskiem opon. Przez moment myślałem, że moje zlecenie mnie zauważyło, gdyż spojrzała w moją stronę, ale chyba wysnułem pochopne wnioski. Powoli, jak gdyby nigdy nic, ruszyłem za nimi. Na pierwszym skrzyżowaniu ich zgubiłem. Wszystko za sprawą czerwonego światła. Postanowiłem więc udać się pod dom mojego zlecenia, gdyż tam najprawdopodobniej powinni się kierować. Sprawdziłem jeszcze raz dokładny adres w aktach i udałem się na Chelsea, gdzie panna Herrington mieszkała.
Zaparkowałem samochód jedną ulicę dalej i pieszo poszedłem pod jej dom. Wyglądało na to, że już jest u siebie. Nie do końca wiedziałem co mam z sobą zrobić. Stałem kilka minut przed bramką. Kiedy zauważyłem, że nadjeżdża jakieś podejrzane, czarne auto z przyciemnianymi szybami, przeskoczyłem przez furtkę i skryłem się za potężnym konarem drzewa. Samochód zwolnił przed bramą Herringtonów. Wygląda na to, że ktoś ją jeszcze poza mną obserwuje. Jedna sprawa nie dawała mi spokoju. A mianowicie, ciekawiło mnie, jak dokładnie zginął Chandler. Wiem, że to po nim przejąłem tę sprawę, ale do cholery, kto go niby sprzątnął? Musiał pojawić się w niewłaściwym miejscu, o złym czasie. Takie przynajmniej jest moje zdanie. Przecież gdyby ci ludzie chcieli tę pannę załatwić, to już dawno by to zrobili, bez najmniejszego problemu. Tu musi chodzić o coś więcej. Ona musi coś wiedzieć. Musi być jakimś kluczem, którego oni potrzebują. Może chcą po prostu kasy, z którą jej stary im zalega. Są różne opcje. Moim zadaniem jednak, jest ją chronić, a nie bawić się w detektywa. Nie chciałem, żeby mnie zauważyła, więc wspiąłem się na drzewo, skąd swoją drogą miałem świetny widok na jedną z części domu. Odnalazłem chyba też wzrokiem jej pokój. Tak mi się przynajmniej wydaje. Pomieszczenie było jasne, przestronne i babskie. Może nawet nie jego wystrój, ale fakt, że ona właśnie w nim przebywała mnie w tym uświadczył. Krzątała się po pomieszczeniu, wyciągając z szafy rozmaite ciuchy. Część z nich była krzykliwa i świecąca. To było dla mnie jasne, że wybiera się na imprezę. Laska nie próżnuje, odkąd jej ojca zapuszkowali. Coraz bardziej podobał mi się ten punkt obserwacyjny na drzewie. A już zwłaszcza spodobał mi się, kiedy rozebrała się do samej czarnej, koronkowej bielizny, aby przymierzyć inny ciuch. Okręciła się w nim dookoła przeglądając się w lustrze. Chyba spodobało się jej to co widziała w odbiciu, bo pozostała w nim. Po chwili wyszła z pomieszczenia i zniknęła mi z pola widzenia. Posiedziałem jeszcze na górze z jakąś godzinę, ale znudziło mnie już szpiegowanie jej. Zeskoczyłem więc z drzewa i przeskoczyłem przez bramkę, po czym udałem się po samochód. Przecież nic takiego się chyba nie stanie, jeśli ją odstąpię na kilka minut. Kiedy podjechałem samochodem w pobliże jej rezydencji, dostrzegłem ją, jak wsiada do tego samego auta, co pod uczelnią. Bez dłuższego namysłu, pojechałem za nimi.

***Delilah's POV***
    Ostatnio słabo sypiam, a co za tym idzie, mam mniej energii niż zwykle, więc wypady na imprezy, nie są dla mnie obecnie żadną przyjemnością. Gdyby nie to, że Ben nalegał, aby z nimi jechała do „Harms” dzisiejszego wieczoru, to z pewnością siedziałabym w domu, otulona ciepłym kocem, oglądając jakiś babski, wyciskacz łez. No, ale cóż. Zgodziłam się, więc muszę iść. Wygrzebałam z dnia szafy jakąś małą czarną, którą sparowałam ze szpilkami od Dolce&Gabbana. Szybko przeczesałam palcami włosy, które samoczynnie się ułożyły jak należy, podkręciłam rzęsy zalotką, po czym je pomalowałam, zapudrowałam nosek, nałożyłam trochę różu na policzki i musnęłam usta różowym błyszczykiem o smaku malin. Byłam gotowa do wyjścia. Musiałam jednak poczekać trochę na Bena, ponieważ władował się w jakiś londyński korek. Kiedy już przyjechał, zbiegłam na dół, zgarnęłam małą, czarną torebeczkę od Dior, w której trzymałam klucze od domu, portfel oraz telefon – i wyszłam z domu, zamykając go za sobą na wszystkie spusty. Pośpiesznie wsiadłam do auta i przywitałam się ze wszystkimi. Ku mojemu zaskoczeniu byłam tylko ja, Donna, Ben oraz Aaron – brat blondyna. Nie upłynęło piętnaście minut, kiedy znaleźliśmy się pod klubem. Ben od razu chwycił moją dłoń, uśmiechając się przy tym szeroko, co spotkało się z grymasem niezadowolenia na twarzy Rudej. W sumie to średnio ją lubiłam. Po przekroczeniu progu, uderzył mnie nieprzyjemny zapach dymu tytoniowego połączony z odorem alkoholu. Wszyscy wewnątrz wyglądali na konkretnie wstawionych. Udaliśmy się wspólnie do wynajętego wcześniej stolika. Chłopak ani na moment mnie nie odstąpił. Zaczęło mi się to podobać. Aaron przyniósł z baru pierwsze shoty, które rozeszły się w mgnieniu oka. Potem kolejne i następne i jeszcze jedne. Straciliśmy rachubę tego, ile wypiliśmy. Nabrałam wraz z Donną ochoty na trochę szaleństwa na parkiecie. Lekko chwiejnym krokiem zaczęłyśmy podążać pod DJ'kę, gdzie mogłyśmy swobodnie tańczyć. To jednak było dla mnie za mało. Upatrzyłam sobie niewielki stolik niedaleko, na który bez zastanowienia wskoczyłam, aby dalej móc tańczyć. Nie przejmowałam się tym co ludzie pomyślą. Po takiej ilości alkoholu, już niewieloma rzeczami się przejmowałam. Słyszałam poklaskiwania i gwizdy męskiej części widowni. Już miałam posunąć się odrobinę dalej, ale poczułam dłonie, które zacisnęły się dokoła mojej talii i ściągnęły mnie z powrotem na podłogę.
–  Wypiłaś za dużo – usłyszałam znajomy głos Bena.
–  Nie, ja chcę tańczyć! – wykrzyknęłam w pijańskim bełkocie.
–  Del, chodź! – rozkazał i pociągnął mnie z całych sił za dłoń.
–  Wyluzuj – zaśmiałam się, po czym popchnęłam go na pobliski filar i zaczęłam całować. Chłopak bez dłuższego namysłu zaczął odwzajemniać pocałunki.
–  Dobra, dość – odepchnęłam go – i tak nic z tego nie będzie – roześmiałam się i poszłam ku naszemu stolikowi.
    Właśnie miałam siadać na tyłku i zachować spokój, do momentu, aż choć trochę nie wytrzeźwieję, ale wśród tłumu dostrzegłam postać, która zmroziła krew w moich żyłach. Był tu ten Mulat. Siedział naprzeciwko i ponownie mnie obserwował. Już nie potrzebowałam trzeźwieć bardziej, słowo. Właśnie podszedł do mnie Ben, który niczego nie rozumiał.
–  Przepraszam Ben, ja już idę do domu – powiedziałam
–  Jeśli ja coś zrobiłem... – zaczął.
– Nie, nie – zaprzeczyłam – to ja się wstawiłam jak jakaś siksa. Lepiej będzie, jak już pójdę – dodałam.
–  Odwiozę cię – zaproponował.
–  Taksówka już jedzie – skłamałam i przytuliłam go na pożegnanie, po czym wyszłam z klubu.
Wiedziałam, że ten mężczyzna pójdzie za mną. Przecież po to tu jest – żeby mnie dopaść. W mojej głowie zrodził się szybki pomysł, na to, żeby go przechytrzyć. Skryłam się więc za winklem gotowa na wszystko, co miało nastąpić.

***Zayn's POV***

    „Harms” znałem tak dobrze, jak własną kieszeń. Często tu z kumplami przychodzę, jeśli tylko znajdę chwilkę czasu. Oczywiście Brooke się to nie podoba, że jej nigdy nie chcę ze sobą zabrać w takie miejsce, ale po co niby? Żeby się przyglądała temu, jak wyrywam inne? Aż taką masochistką raczej nie jest, a nawet jeśli, to już jej sprawa. Ciężko było upilnować tlenioną w tak tłocznym miejscu. Zaraz po przekroczeniu progu, zniknęła z pola mojego widzenia. Próbowałem ją odszukać wzrokiem, ale na próżno. Usiadłem więc przy barze i rozglądałem się dookoła. Nigdzie jej nie dostrzegłem. Myślałem już, że zmienili klub, aż tu nagle usłyszałem gwizdy i oklaski dobiegające z okolic parkietu. Postanowiłem sprawdzić, co się tam dzieje. Moje usta otwarły się na znak zdziwienia, kiedy okazało, że to właśnie moje zlecenie, wywijające sobie beztrosko na jednym ze stolików budziło taką sensację wśród ludzi tu obecnych. Przyznam, że miło patrzyło się na tę całą szopkę, a ta mała umie się ruszać. Po chwili przyleciał ten jej wielbiciel i ściągnął ją siłą z tego stołu. Tak oto piękne przedstawienie się skończyło. Nie chcąc jej ponownie stracić z oczu, udałem się za nią w stronę miejsca, w którym siedzieli jej znajomi. Stanąłem w bezpiecznej odległości. Nie na tyle bezpiecznej jak się jednak okazało, aby ona mnie nie dostrzegła. Myślałem, że za moment zlinczuję samego siebie, kiedy dotarło do mnie, że mnie zauważyła. Blondynka zaczęła zmierzać w stronę wyjścia z klubu. Nie miałem wyjścia, musiałem iść za nią. Będąc już przed klubem, dostrzegłem jej sylwetkę znikającą za rogiem. Bez dłuższego namysłu przyspieszyłem kroku w wiadomym mi kierunku. Nudziło mnie już to wszystko. Jeśli tak właśnie mają wyglądać kolejne dni mojego życia, to ja dziękuję. Właśnie miałem skręcać w prawo za rogiem podążając za dziewczyną, kiedy poczułem uderzenie w brzuch. Zgiąłem się wpół jak scyzoryk. Uniosłem oczy na stojącą przede mną postać nadal kurczowo trzymając się za brzuch. Nie zdążyłem powiedzieć słowa, bo otrzymałem kolejny cios. Tym razem w żebra.
–  Zostaw mnie w spokoju! – usłyszałem.
– Ale... – chciałem coś powiedzieć, ale zanim wydusiłem z siebie choć jedno słowo, ponownie uderzono mnie torebką, tym razem w głowę. Upadłem na beton, a napastnik na szpilkach zbiegł. Tak, była to Delilah Herrington.


Dziękuję każdemu, kto przebrnął przez pierwszy rozdział ♥ Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Proszę, pozostaw po sobie komentarz, bardzo zależy mi na Twojej szczerej opinii x.
PS. Gif'a zrobiłam sama, jak Wam się podoba? :)

All the love as always, Hipsta x


12 komentarzy:

  1. O.MÓJ.BOŻE.
    Ta końcówka to life goal hahaha :)
    Szczerze, to zaskoczyłaś mnie tym, że Zayn ma dziewczynę ;o
    A co do Delilah...już ją lubię :D
    Życzę mnóstwa weny i czekam ne nexcik <3 @1Dkc5SOS

    PS. Gif mega ! *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem, jak zawsze! Czekam na next!! /T.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny :D
    Zayn ma dziewczynę? Okey? :o
    Hahhah, z torebki :D
    Już nie mogę się doczekać nn :D
    Dziękuję :* - Asia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże ������ to było cudowne... wróć. To jest cudowne �� Zayn ����

    OdpowiedzUsuń
  5. CZYTAŁAM TWOJE DZIEŁO + OPOWIADANIE MOJEJ PRZYJACIÓŁKI PÓZNYM WIECZOREM I N I E M O G Ł A M Z A S N Ą Ć :D DZIĘKI :D POWIEM TAK.... NAWET JAKBY SIĘ NIE CHCIAŁO TEGO CZYTAĆ ...TO I TAK SIĘ MUSI BO TAK ŚWIETNIE PISZESZ , ŻE ...WCIĄGASZ :D / @YEAHisMyLife1D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zarąbiste 0.o Super piszesz :D Więcej twoich ff :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny jest :) Nie mogę doczekać się kolejnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku, ta końcówka taka zupełnie oderwana! Tego jeszcze nie było, wieeelki plus za to.
    Generalnie to dosyć mi się podoba, nawet na tyle bardzo,ze chyba będę czytać, mimo ze na blogspicie...
    Ale żeby nie było tak słodko i żeby opinia była prawdziwa, to powiem, ze jest kilka, ale tylkp kilka błędów ortograficznych i zmienilabym szyk zdania. Ale ogolnie, jak na razie baaardzo zachęcające, no i z Zaynem w roli głównej... Wiec chyba nie muszę juz nic więcej mówić.
    Czekam na następny :) x
    (TT @/love_my_zen)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo pięknie piszesz masz talent oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pisz dalej! ��Zaskoczyłaś mnie tym, że dziewczyna załatwiła Zayna ������ Życzę weny i czekam na następny rozdział! ������ / @_Illusion_x

    OdpowiedzUsuń