„Człowiek broni się przed strachem
za pomocą lęku” - Zygmunt Freud
A czym jest strach? Swoistą obawą
przed wszystkim, co nieznane? Przestrachem przed rzeczami, którym
boimy się nadać jakiekolwiek imię? Czy może hamulcem, który
powstrzymuje nas przed dokonywaniem właściwych wyborów? Do prawdy,
nie mam pojęcia. Od
blisko trzech miesięcy lęk to jedyne uczucie towarzyszące mi poza
bezradnością. Jestem bezsilna względem wszystkiego co mnie otacza,
więc dlatego tak ciężko jest mi się odnaleźć we własnym życiu.
Zawsze byłam indywidualistką, która śmiało i odważnie
maszerowała przez świat, czerpiąc garściami z jego dobrodziejstw.
Goniłam własne marzenia niczym dmuchawce unoszone przez ciepły
wiatr. Wszystko czego pragnęłam, miałam na wyciągnięcie ręki.
Nigdy nie mogłam powiedzieć, że jest mi źle, nawet jeśli
wychowywałam się bez matki, bo ojciec ofiarował mi o stokroć
większą miłość niż ta matczyna. Stworzył mi bezpieczny azyl, w
którym zawsze mogłam się schronić. Spełniał wszystkie
zachcianki, które tylko sobie ubzdurałam. Moje dotychczasowe życie,
było istną sielanką. Jedynym co burzyło mój wręcz utopijny
świat, była myśl o mamie i ciągłe zastanawianie się, czemu mnie
nie chciała, czemu nas opuściła. Nigdy jej nie widziałam na oczy.
W każde święta wyczekiwałam z utęsknieniem na choć jedną
głupią kratkę, która nigdy nie doszła. Co za ironia losu – nie
dość, że wychowywałam się bez matki, to jeszcze od trzech
miesięcy nie mam ojca. I nie będę go mieć jeszcze przez blisko
osiem lat – no chyba, że wyjdzie za dobre sprawowanie. Tak, jest
we więzieniu. Znaleziono obciążające go dowody w sprawie jego
rzekomej współpracy z rosyjską mafią. Nonsens. Nigdy nie uwierzę
w to, że choć część pieniędzy, które mamy zostały zarobione
na lewo. Nie wolno mi się z nim póki co widywać. Ojciec chciał mi
załatwić ochronę na ten czas, kiedy on będzie zamknięty i dopóki
nie wyłapią tych wszystkich bandziorów. Tere fere. Co niby da mi
ochrona? Jak będą mnie chcieli zabić, to i tak to zrobią, bez
względu na moją ochronę. Nawet jak założą mi kuloodporny
pancerz, to zdetonowanie mnie nie będzie stanowiło dla nich żadnego
problemu.Od kilku dni jednak, zastanawiam się
poważnie nad wynajęciem kogoś, kto mógłby mnie strzec.
Wiedziałam, że ci bandyci będą mieli mnie na oku i spróbują
mnie nastraszyć – tata mnie ostrzegł – jednak na początku nie
brałam tego zbyt poważnie. Kilka głuchych telefonów w środku
nocy nie wywarło na mnie większej presji czy przestrachu.
Tłumaczyłam je, jako głupi żart dziecka któregoś z sąsiadów.
Nic szczególnego. Poważnie zaczęło się robić, dopiero gdy w
pobliżu mojego domu pojawiało się coraz to więcej podejrzanych
typów w czarnych limuzynach z przyciemnianymi szybami, oraz jak w
skrzynce na listy znajdowały się anonimy z pogróżkami. Byłam
jednak w dalszym ciągu sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego,
bo mieszkałam w rezydenci z niewątpliwie najlepszym zabezpieczeniem
antywłamaniowym w okolicy. Co złego mogło mi się stać? Cóż, do
tamtego momentu raczej niewiele, dzisiaj jednak, sprawy nabrały
szczególne złego obrotu.
Siedziałam właśnie na korytarzu
uczelni, w której tego roku rozpoczęłam studia, kiedy zauważyłam
postać, która szczególnie przykuła moją uwagę. Był to młody
mężczyzna. Oszacowałam jego wiek na jakieś 25 lat. Wyróżniał
się spośród tłumu swoim zarostem – była to pierwsza rzecz, na
którą zwróciłam uwagę – kruczoczarnymi włosami oraz
przypalaną cerą. Dostrzegłam też, że spod jego skórzanej
kurtki, której rękawy podciągnięte były pod same łokcie,
wyłania się fala tatuaży. Stał oparty o barierkę schodów, z
rękami utkwionymi w kieszeni. W sumie nie byłoby to nic dziwnego, w
szkole tak kreatywnej jak ta, gdyby nie fakt, że jego oczy bacznie
śledziły każdy mój ruch i analizowały moje gesty oraz mimikę.
Kiedy Mulat zorientował się, że poczułam jego wzrok na sobie,
szybko przeniósł spojrzenie na kolorową gazetkę z rozpiską sztuk
teatralnych wiszącą na ścianie obok. Po chwili znów zerknął na
mnie. Nie chciałam, żeby nasze spojrzenia się spotkały, więc
uciekłam wzrokiem ku książce, którą kurczowo trzymałam w ręku.
Nagle jej okładka wydała mi się interesująca. Aby uniknąć
wyczuwalnego niebezpieczeństwa i kłopotów, które niewątpliwie
nadciągały, postanowiłam się udać pośpiesznie do toalety. Kiedy
ruszyłam z miejsca, zauważyłam kontem oka, że ów mężczyzna
także wykonał kilka kroków w przód. Skręciłam więc szybko do
klasy obok i zamknęłam za sobą drzwi. Ponownie poczułam strach.
Nie miałam żadnej pewności, że ten facet to bandyta, który
powinien teraz garować razem z ojcem, ale wszystko na to wskazywało.
A już na pewno trzy rzeczy. Po pierwsze nigdy go tu jeszcze nie
widziałam, więc nie mógł być jednym ze studentów. Po drugie non
stop mnie obserwował, jakby bał się, że mu zniknę z pola
widzenia. A po trzecie miał miliard dziar na rękach i niewątpliwie
na innych częściach ciała też, a przecież normalni ludzie, z
dobrego domu, nie tatuują sobie tak całego ciała. No chyba, że są
dziećmi raperów. Tak czy siak, modliłam się, żeby tu za mną nie
wszedł. Bo niby czym miałam się bronić – pudełkiem kredy? Na
moje szczęście w tej sali właśnie miałam dzisiaj wykłady, więc
nie musiałam jej opuszczać do końca zajęć. Kamień z serca.
Po dłużących się wykładach, udałam
się z moimi bliskimi znajomymi na parking przed uczelnią, gdzie
zaparkowany był samochód Bena, który po drodze zgarniał mnie,
oraz Donnę na zajęcia, a potem odwoził. Całkiem zapomniałam już
o tym Mulacie, który przed południem zakłócił mój wewnętrzny
spokój.
– Już myślałem, że Wilkes nigdy
nie skończy pieprzyć – zaczął Ben odpalając papierosa.
– Daj spokój, połowę przespałam. – odezwała się Donna.
– A powiedz mi, kto nie – zaśmiał się Blondyn – Co ty taka małomówna Del? – zwrócił się do mnie.
– Zastanawiam się nad tym stypendium do Nowego Jorku – odparłam siadając na masce auta.
– Wybierasz się? – zaciekawiła się Ruda.
– A myślisz, że mam szansę się dostać? – skarciłam ją wzrokiem.
– W sumie to jest więcej niż pewne, że to pupilki tej szmaty od historii teatru pojadą. Ona nikogo innego nie puści. – pokręcił głową Ben i zaciągnął się dymem.
– Czemu nie pojedziesz na własną rękę? – wałkowała temat Donna.
– Bo jadąc na własną rękę do Nowego Jorku, nie będę miała szansy pracować za kulisami na Broadwayu, a co za tym idzie nie będę miała szansy obserwować pracy aktorów, ani nie wezmę udziału w żadnym przesłuchaniu. A poza tym, wyjazd na stypendium liczyłby mi się, jako dni usprawiedliwione tutaj, czy jakoś tak. – westchnęłam.
– Ta, uważaj, bo jeszcze Cię James Cameron z Broadwayu do Hollywood porwie. – zaśmiała się Ruda.
– Przestań, mówisz tak, bo jej zazdrościsz, bo wiesz, że ona ma jeszcze szansę się dostać, a ty z twoją średnią nawet nie masz co aplikować o stypendium – wtrącił się Ben i rzucił niedopałek na ziemię. Donna zmarszczyła brwi, na znak rozgniewania – drogie ladies – rzekł otwierając drzwi do swojego wozu i tym samym zaprosił nas do środka.
– Daj spokój, połowę przespałam. – odezwała się Donna.
– A powiedz mi, kto nie – zaśmiał się Blondyn – Co ty taka małomówna Del? – zwrócił się do mnie.
– Zastanawiam się nad tym stypendium do Nowego Jorku – odparłam siadając na masce auta.
– Wybierasz się? – zaciekawiła się Ruda.
– A myślisz, że mam szansę się dostać? – skarciłam ją wzrokiem.
– W sumie to jest więcej niż pewne, że to pupilki tej szmaty od historii teatru pojadą. Ona nikogo innego nie puści. – pokręcił głową Ben i zaciągnął się dymem.
– Czemu nie pojedziesz na własną rękę? – wałkowała temat Donna.
– Bo jadąc na własną rękę do Nowego Jorku, nie będę miała szansy pracować za kulisami na Broadwayu, a co za tym idzie nie będę miała szansy obserwować pracy aktorów, ani nie wezmę udziału w żadnym przesłuchaniu. A poza tym, wyjazd na stypendium liczyłby mi się, jako dni usprawiedliwione tutaj, czy jakoś tak. – westchnęłam.
– Ta, uważaj, bo jeszcze Cię James Cameron z Broadwayu do Hollywood porwie. – zaśmiała się Ruda.
– Przestań, mówisz tak, bo jej zazdrościsz, bo wiesz, że ona ma jeszcze szansę się dostać, a ty z twoją średnią nawet nie masz co aplikować o stypendium – wtrącił się Ben i rzucił niedopałek na ziemię. Donna zmarszczyła brwi, na znak rozgniewania – drogie ladies – rzekł otwierając drzwi do swojego wozu i tym samym zaprosił nas do środka.
Szybko zeskoczyłam z maski i odruchowo
obejrzałam się za siebie. Dostrzegłam nieopodal zaparkowane
czarne, sportowe auto, było to bez wątpienia jakieś stare Audi.
Jednak to nie jego marka, lecz kierowca przykuł moją uwagę. Za
kierownicą siedział ten sam mężczyzna, który obserwował mnie na
korytarzu kilka godzin temu. On znowu się na mnie gapił. Nogi się
pode mną ugięły. Czym prędzej wskoczyłam do srebrnego Mercedesa
Bena i poprosiłam, by chłopak się sprężał, gdyż spieszę się
do domu. Blondyn odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. Przez całą
drogę, bałam się spojrzeć w lusterko, by przypadkiem nie dostać
ataku serca, kiedy okaże się, że ten ktoś za nami jedzie. W
gruncie rzeczy atak serca, nie byłby aż taki zły, przynajmniej
zginęłabym śmiercią naturalną bez ingerencji osób trzecich, a
już zwłaszcza jego. Gdy Ben zatrzymał się już pod moim domem,
niechętnie wysiadłam z wozu. Bałam się, że ten ktoś kręci się
już dookoła mojego domu. Rzuciłam więc na pożegnanie – Do
wieczora – i biorąc głęboki wdech dosłownie wyskoczyłam z auta
niczym oparzona trzaskając przy tym drzwiami. Drogę od podjazdu aż
pod drzwi mojej rezydencji przebyłam w szybkim marszu. Nie oglądałam
się za siebie, gdyż nie chciałam nic i nikogo już więcej
zauważyć. Moje trzęsące się dłonie ledwie natrafiły kluczem na
zamek w drzwiach. Weszłam czym prędzej do środka zamykając za
sobą drzwi na wszystkie możliwe spusty. Teraz mogłam odetchnąć z
ulgą. Tutaj już nie ma opcji, żeby ktokolwiek nieproszony mógł
się dostać – a przynajmniej takie było moje przeświadczenie.
***Zayn's POV***
Jestem wściekły, że przełożona dała mi
właśnie to zlecenie. Przecież ja mam swoje życie i nie uśmiecha
mi się ciągłe łażenie i pilnowanie jakiejś małolaty, która sama nie potrafi o siebie zadbać. Wygląda na
rozpieszczoną gówniarę, która zawsze otrzymywała od losu
wszystko, czego tylko zapragnęła, a jak jej się to znudziło, to
bez mrugnięcia okiem to wyrzucała i zastępowała nowym badziewiem.
Tak już jest, jak się ma za dużo kasy. Po otwarciu jej
akt, które na moje ręce złożyła Kowalsky, wyczytałem, że
powinna być teraz na Bloomsbury. Udałem się więc tam. Początkowo
miałem trudności z rozpoznaniem mojego zlecenia pośród innych
studentek, których było pełno na korytarzach. Zmuszony byłem latać w te i
wewte po wszystkich piętrach, aby znaleźć ją w końcu na samej górze. Stała
pod oknem. Na pierwszy rzut oka, nie byłem pewien, czy to ona, ale
jakiś chłopak ułatwił mi to zadanie, gdyż rzucił z daleka jej
imię „Delilah!”, na co dziewczyna zareagowała promiennym
uśmiechem. Blondyn podszedł do niej i pocałował ją w policzek na
przywitanie. Para rozmawiała krótką chwilę, po czym chłopak udał
się w swoją stronę. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
Analizowałem ostrożnie, ze zdwojonym skupieniem każdy jej ruch,
gest, czy choćby najmniejszy grymas. Dziewczyna sprawiała wrażenie
nieobecnej, zamyślonej. Zupełnie tak, jakby coś ją trapiło. Jej
włosy upięte były w wysoki kok na czubku głowy, który chyba jej
się znudził, gdyż jednym, szybkim, zdecydowanym ruchem dłoni,
wyjęła spinkę podtrzymującą fryzurę i pozwoliła, by jej długie
włosy opadły na jej ramiona oraz plecy. Ubrana była w zwiewną,
kwiecistą sukienkę, która pasowała do jej urody, oraz szczupłej
sylwetki. Gdyby była przynajmniej o dwa lata starsza,
zainteresowałbym się nią. Takie młode laski mnie nie ruszają, bo
są niezdecydowane i marzą o disneyowskim księciu na białym
rumaku, który ich wyswobodzi od złej macochy – oświaty – i
będzie na nie harował niczym niewolnik, żeby one mogły pławić
się w luksusach, bez żadnego wykształcenia. Chyba popełniłem
strategiczny błąd i wpatrywałem się w nią zbyt intensywnie, gdyż
ona poczuła na sobie mój wzrok i strasznie się speszyła. Przez
pierwsze kilka sekund wpatrywała się we mnie ze zdumieniem. Nie
wiedziałem jak się zachować, więc uciekłem wzrokiem. Kiedy
ponownie spojrzałem w jej kierunku, jej już nie było. Rozejrzałem
się ostrożnie po korytarzu i dostrzegłem ją, jak zmierza w jego
głąb. Blondynka obejrzała się do tyłu i z pewnością
spostrzegła mnie, jak za nią podążam. Przedarła się przez
grupkę studentów i weszła do jednej z sal zamykając za sobą drzwi.
Nie mogłem przecież tam za nią wejść. Zdemaskowałaby mnie.
Uznałem, że nic tu po mnie. Wróciłem więc na parking gdzie stał
mój wóz. Usiadłem na jego masce i odpaliłem papierosa. Nie
wiedziałem ile będę musiał czekać, aż jej zajęcia dobiegną
końca. Byłem wkurzony, gdyż uważałem to wszystko za kompletną
stratę czasu. Jakby tego było mało, mój telefon zaczął dzwonić.
Wyjąłem go od niechcenia z kieszeni spodni. Dzwoniła Brooke –
moja dziewczyna. Nacisnąłem zieloną słuchawkę.
– Stało się coś? – zapytałem na wstępie.
– Nie – odparła – dzwonię, bo chciałam usłyszeć twój głos skarbie.
– Usłyszałaś. Coś jeszcze? – zaciągnąłem się szlugiem.
– Czemu taki jesteś? – drążyła dziurę w całym.
– Jestem w pracy. Nie mogę rozmawiać – odparłem z chłodem.
– Rozumiem. Mimo wszystko nie musisz być taki oschły – wkurzyła się.
– Przestań – syknąłem.
– Tęsknię za tobą. Nie widzieliśmy się wczoraj – usłyszałem – mam coś dla ciebie.
– Dla mnie? – zaciekawiłem się.
– Byłam wczoraj na zakupach i kupiłam coś, co tobie się bardzo spodoba – zachichotała.
– Kontynuuj – rozkazałem.
– Właściwie to kupiłam to sobie, ale ty też będziesz zachwycony. Pokażę ci wieczorem. Uprzedzam, że tej nocy nie pozwolę ci zasnąć. Mam na ciebie taką ochotę – wymruczała do słuchawki.
– Już mi ślinka cieknie – przygryzłem dolną wargę na samą myśl o jej krągłościach.
– Kochanie, muszę już kończyć. Odezwę się wieczorem. Kocham Cię mocno – rzekła czule.
– Na razie – odparłem i rozłączyłem się.
– Stało się coś? – zapytałem na wstępie.
– Nie – odparła – dzwonię, bo chciałam usłyszeć twój głos skarbie.
– Usłyszałaś. Coś jeszcze? – zaciągnąłem się szlugiem.
– Czemu taki jesteś? – drążyła dziurę w całym.
– Jestem w pracy. Nie mogę rozmawiać – odparłem z chłodem.
– Rozumiem. Mimo wszystko nie musisz być taki oschły – wkurzyła się.
– Przestań – syknąłem.
– Tęsknię za tobą. Nie widzieliśmy się wczoraj – usłyszałem – mam coś dla ciebie.
– Dla mnie? – zaciekawiłem się.
– Byłam wczoraj na zakupach i kupiłam coś, co tobie się bardzo spodoba – zachichotała.
– Kontynuuj – rozkazałem.
– Właściwie to kupiłam to sobie, ale ty też będziesz zachwycony. Pokażę ci wieczorem. Uprzedzam, że tej nocy nie pozwolę ci zasnąć. Mam na ciebie taką ochotę – wymruczała do słuchawki.
– Już mi ślinka cieknie – przygryzłem dolną wargę na samą myśl o jej krągłościach.
– Kochanie, muszę już kończyć. Odezwę się wieczorem. Kocham Cię mocno – rzekła czule.
– Na razie – odparłem i rozłączyłem się.
Nigdy nie lubiłem jej bezsensownych
telefonów. Czy ona nie rozumiała, że tylko niepotrzebnie zawraca
mi nimi głowę? A może zwyczajnie mnie sprawdzała? Jesteśmy parą
od blisko dwóch lat. Poznaliśmy się przypadkiem na jednej z
imprez. Od początku była upierdliwa i łaziła za mną, aż w końcu
udało się jej mnie usidlić. Jako dziewczyna nie jest zła. Ma w
sobie wiele wyrozumiałości i szczerze jej na mnie zależy. Szkoda
tylko, że nie żąda ode mnie szacunku. Nie lubię, kiedy kobieta
przytakuje mi we wszystkim. Brooke jest potulna jak baranek. Daje mi
się na tacy. To trochę nudne. Nie umiem jej szanować, kiedy ona
nie szanuje samej siebie. Mogę to powiedzieć otwarcie: jestem z nią
dla seksu. Wiem, że ona mnie kocha i to zuchwałe z mojej strony,
ale ja nie potrafię obdarzyć jej takim uczuciem, na jakie
zasługuje. To tylko przywiązanie sprawia, że jeszcze jej nie
zostawiłem. Raz byłem już bliski powiedzenia jej, że z nami
koniec, ale ona wtedy zasłabła i wylądowała w szpitalu. Nie
mogłem jej porzucić w takim momencie. Jakieś tam wyrzuty sumienia
się we mnie odezwały. Ona zasługuje na więcej, może kiedyś sama
to zrozumie.
Minęło blisko pięć godzin, zanim
tleniona opuściła budynek uniwersytetu w towarzystwie swoich
znajomych. Cała trójka stała kilka minut przy aucie należącym do
tego samego kolesia, którego przyuważyłem rano, a następnie
wsiedli i ruszyli z piskiem opon. Przez moment myślałem, że moje
zlecenie mnie zauważyło, gdyż spojrzała w moją stronę, ale
chyba wysnułem pochopne wnioski. Powoli, jak gdyby nigdy nic,
ruszyłem za nimi. Na pierwszym skrzyżowaniu ich zgubiłem. Wszystko
za sprawą czerwonego światła. Postanowiłem więc udać się pod
dom mojego zlecenia, gdyż tam najprawdopodobniej powinni się kierować.
Sprawdziłem jeszcze raz dokładny adres w aktach i udałem się na
Chelsea, gdzie panna Herrington mieszkała.
Zaparkowałem samochód jedną ulicę
dalej i pieszo poszedłem pod jej dom. Wyglądało na to, że już
jest u siebie. Nie do końca wiedziałem co mam z sobą zrobić.
Stałem kilka minut przed bramką. Kiedy zauważyłem, że nadjeżdża
jakieś podejrzane, czarne auto z przyciemnianymi szybami,
przeskoczyłem przez furtkę i skryłem się za potężnym konarem
drzewa. Samochód zwolnił przed bramą Herringtonów. Wygląda na
to, że ktoś ją jeszcze poza mną obserwuje. Jedna sprawa nie
dawała mi spokoju. A mianowicie, ciekawiło mnie, jak dokładnie
zginął Chandler. Wiem, że to po nim przejąłem tę sprawę, ale
do cholery, kto go niby sprzątnął? Musiał pojawić się w
niewłaściwym miejscu, o złym czasie. Takie przynajmniej jest moje
zdanie. Przecież gdyby ci ludzie chcieli tę pannę załatwić, to
już dawno by to zrobili, bez najmniejszego problemu. Tu musi chodzić
o coś więcej. Ona musi coś wiedzieć. Musi być jakimś kluczem,
którego oni potrzebują. Może chcą po prostu kasy, z którą jej
stary im zalega. Są różne opcje. Moim zadaniem jednak, jest ją
chronić, a nie bawić się w detektywa. Nie chciałem, żeby mnie
zauważyła, więc wspiąłem się na drzewo, skąd swoją drogą
miałem świetny widok na jedną z części domu. Odnalazłem chyba
też wzrokiem jej pokój. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Pomieszczenie było jasne, przestronne i babskie. Może nawet nie
jego wystrój, ale fakt, że ona właśnie w nim przebywała mnie w
tym uświadczył. Krzątała się po pomieszczeniu, wyciągając z
szafy rozmaite ciuchy. Część z nich była krzykliwa i świecąca.
To było dla mnie jasne, że wybiera się na imprezę. Laska nie
próżnuje, odkąd jej ojca zapuszkowali. Coraz bardziej podobał mi
się ten punkt obserwacyjny na drzewie. A już zwłaszcza spodobał
mi się, kiedy rozebrała się do samej czarnej, koronkowej bielizny,
aby przymierzyć inny ciuch. Okręciła się w nim dookoła
przeglądając się w lustrze. Chyba spodobało się jej to co
widziała w odbiciu, bo pozostała w nim. Po chwili wyszła z
pomieszczenia i zniknęła mi z pola widzenia. Posiedziałem jeszcze
na górze z jakąś godzinę, ale znudziło mnie już szpiegowanie
jej. Zeskoczyłem więc z drzewa i przeskoczyłem przez bramkę, po
czym udałem się po samochód. Przecież nic takiego się chyba nie
stanie, jeśli ją odstąpię na kilka minut. Kiedy podjechałem
samochodem w pobliże jej rezydencji, dostrzegłem ją, jak wsiada do
tego samego auta, co pod uczelnią. Bez dłuższego namysłu,
pojechałem za nimi.
***Delilah's POV***
Ostatnio słabo sypiam, a co za tym
idzie, mam mniej energii niż zwykle, więc wypady na imprezy, nie są
dla mnie obecnie żadną przyjemnością. Gdyby nie to, że Ben
nalegał, aby z nimi jechała do „Harms” dzisiejszego wieczoru,
to z pewnością siedziałabym w domu, otulona ciepłym kocem,
oglądając jakiś babski, wyciskacz łez. No, ale cóż. Zgodziłam
się, więc muszę iść. Wygrzebałam z dnia szafy jakąś małą
czarną, którą sparowałam ze szpilkami od Dolce&Gabbana.
Szybko przeczesałam palcami włosy, które samoczynnie się ułożyły
jak należy, podkręciłam rzęsy zalotką, po czym je pomalowałam,
zapudrowałam nosek, nałożyłam trochę różu na policzki i
musnęłam usta różowym błyszczykiem o smaku malin. Byłam gotowa
do wyjścia. Musiałam jednak poczekać trochę na Bena, ponieważ
władował się w jakiś londyński korek. Kiedy już przyjechał,
zbiegłam na dół, zgarnęłam małą, czarną torebeczkę od Dior,
w której trzymałam klucze od domu, portfel oraz telefon – i
wyszłam z domu, zamykając go za sobą na wszystkie spusty.
Pośpiesznie wsiadłam do auta i przywitałam się ze wszystkimi. Ku
mojemu zaskoczeniu byłam tylko ja, Donna, Ben oraz Aaron – brat
blondyna. Nie upłynęło piętnaście minut, kiedy znaleźliśmy się
pod klubem. Ben od razu chwycił moją dłoń, uśmiechając się
przy tym szeroko, co spotkało się z grymasem niezadowolenia na
twarzy Rudej. W sumie to średnio ją lubiłam. Po przekroczeniu progu, uderzył mnie nieprzyjemny zapach dymu tytoniowego połączony z odorem alkoholu. Wszyscy wewnątrz wyglądali na konkretnie wstawionych. Udaliśmy się wspólnie do wynajętego wcześniej stolika. Chłopak
ani na moment mnie nie odstąpił. Zaczęło mi się to podobać.
Aaron przyniósł z baru pierwsze shoty, które rozeszły się w
mgnieniu oka. Potem kolejne i następne i jeszcze jedne. Straciliśmy
rachubę tego, ile wypiliśmy. Nabrałam wraz z Donną ochoty na
trochę szaleństwa na parkiecie. Lekko chwiejnym krokiem zaczęłyśmy
podążać pod DJ'kę, gdzie mogłyśmy swobodnie tańczyć. To
jednak było dla mnie za mało. Upatrzyłam sobie niewielki stolik
niedaleko, na który bez zastanowienia wskoczyłam, aby dalej móc
tańczyć. Nie przejmowałam się tym co ludzie pomyślą. Po takiej
ilości alkoholu, już niewieloma rzeczami się przejmowałam.
Słyszałam poklaskiwania i gwizdy męskiej części widowni. Już
miałam posunąć się odrobinę dalej, ale poczułam dłonie, które
zacisnęły się dokoła mojej talii i ściągnęły mnie z powrotem
na podłogę.
– Wypiłaś za dużo – usłyszałam znajomy głos Bena.
– Nie, ja chcę tańczyć! – wykrzyknęłam w pijańskim bełkocie.
– Del, chodź! – rozkazał i pociągnął mnie z całych sił za dłoń.
– Wyluzuj – zaśmiałam się, po czym popchnęłam go na pobliski filar i zaczęłam całować. Chłopak bez dłuższego namysłu zaczął odwzajemniać pocałunki.
– Dobra, dość – odepchnęłam go – i tak nic z tego nie będzie – roześmiałam się i poszłam ku naszemu stolikowi.
– Wypiłaś za dużo – usłyszałam znajomy głos Bena.
– Nie, ja chcę tańczyć! – wykrzyknęłam w pijańskim bełkocie.
– Del, chodź! – rozkazał i pociągnął mnie z całych sił za dłoń.
– Wyluzuj – zaśmiałam się, po czym popchnęłam go na pobliski filar i zaczęłam całować. Chłopak bez dłuższego namysłu zaczął odwzajemniać pocałunki.
– Dobra, dość – odepchnęłam go – i tak nic z tego nie będzie – roześmiałam się i poszłam ku naszemu stolikowi.
Właśnie miałam siadać na tyłku i
zachować spokój, do momentu, aż choć trochę nie wytrzeźwieję,
ale wśród tłumu dostrzegłam postać, która zmroziła krew w
moich żyłach. Był tu ten Mulat. Siedział naprzeciwko i ponownie
mnie obserwował. Już nie potrzebowałam trzeźwieć bardziej,
słowo. Właśnie podszedł do mnie Ben, który niczego nie rozumiał.
– Przepraszam Ben, ja już idę do domu – powiedziałam
– Jeśli ja coś zrobiłem... – zaczął.
– Nie, nie – zaprzeczyłam – to ja się wstawiłam jak jakaś siksa. Lepiej będzie, jak już pójdę – dodałam.
– Odwiozę cię – zaproponował.
– Taksówka już jedzie – skłamałam i przytuliłam go na pożegnanie, po czym wyszłam z klubu.
– Przepraszam Ben, ja już idę do domu – powiedziałam
– Jeśli ja coś zrobiłem... – zaczął.
– Nie, nie – zaprzeczyłam – to ja się wstawiłam jak jakaś siksa. Lepiej będzie, jak już pójdę – dodałam.
– Odwiozę cię – zaproponował.
– Taksówka już jedzie – skłamałam i przytuliłam go na pożegnanie, po czym wyszłam z klubu.
Wiedziałam, że ten mężczyzna
pójdzie za mną. Przecież po to tu jest – żeby mnie dopaść. W
mojej głowie zrodził się szybki pomysł, na to, żeby go
przechytrzyć. Skryłam się więc za winklem gotowa na wszystko, co
miało nastąpić.
***Zayn's POV***
„Harms” znałem tak dobrze, jak
własną kieszeń. Często tu z kumplami przychodzę, jeśli tylko
znajdę chwilkę czasu. Oczywiście Brooke się to nie podoba, że
jej nigdy nie chcę ze sobą zabrać w takie miejsce, ale po co niby?
Żeby się przyglądała temu, jak wyrywam inne? Aż taką
masochistką raczej nie jest, a nawet jeśli, to już jej sprawa.
Ciężko było upilnować tlenioną w tak tłocznym miejscu. Zaraz po
przekroczeniu progu, zniknęła z pola mojego widzenia. Próbowałem
ją odszukać wzrokiem, ale na próżno. Usiadłem więc przy barze i
rozglądałem się dookoła. Nigdzie jej nie dostrzegłem. Myślałem
już, że zmienili klub, aż tu nagle usłyszałem gwizdy i oklaski
dobiegające z okolic parkietu. Postanowiłem sprawdzić, co się tam
dzieje. Moje usta otwarły się na znak zdziwienia, kiedy okazało,
że to właśnie moje zlecenie, wywijające sobie beztrosko na jednym
ze stolików budziło taką sensację wśród ludzi tu obecnych.
Przyznam, że miło patrzyło się na tę całą szopkę, a ta mała
umie się ruszać. Po chwili przyleciał ten jej wielbiciel i
ściągnął ją siłą z tego stołu. Tak oto piękne przedstawienie
się skończyło. Nie chcąc jej ponownie stracić z oczu, udałem
się za nią w stronę miejsca, w którym siedzieli jej znajomi.
Stanąłem w bezpiecznej odległości. Nie na tyle bezpiecznej jak
się jednak okazało, aby ona mnie nie dostrzegła. Myślałem, że
za moment zlinczuję samego siebie, kiedy dotarło do mnie, że mnie
zauważyła. Blondynka zaczęła zmierzać w stronę wyjścia z
klubu. Nie miałem wyjścia, musiałem iść za nią. Będąc już
przed klubem, dostrzegłem jej sylwetkę znikającą za rogiem. Bez
dłuższego namysłu przyspieszyłem kroku w wiadomym mi kierunku.
Nudziło mnie już to wszystko. Jeśli tak właśnie mają wyglądać
kolejne dni mojego życia, to ja dziękuję. Właśnie miałem
skręcać w prawo za rogiem podążając za dziewczyną, kiedy
poczułem uderzenie w brzuch. Zgiąłem się wpół jak scyzoryk.
Uniosłem oczy na stojącą przede mną postać nadal kurczowo
trzymając się za brzuch. Nie zdążyłem powiedzieć słowa, bo otrzymałem kolejny cios. Tym razem w żebra.
– Zostaw mnie w spokoju! –
usłyszałem.
– Ale... – chciałem coś powiedzieć,
ale zanim wydusiłem z siebie choć jedno słowo, ponownie uderzono
mnie torebką, tym razem w głowę. Upadłem na beton, a napastnik
na szpilkach zbiegł. Tak, była to Delilah Herrington.
Dziękuję każdemu, kto przebrnął przez pierwszy rozdział ♥ Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Proszę, pozostaw po sobie komentarz, bardzo zależy mi na Twojej szczerej opinii x.
PS. Gif'a zrobiłam sama, jak Wam się podoba? :)
Dziękuję każdemu, kto przebrnął przez pierwszy rozdział ♥ Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Proszę, pozostaw po sobie komentarz, bardzo zależy mi na Twojej szczerej opinii x.
PS. Gif'a zrobiłam sama, jak Wam się podoba? :)
All the love as always, Hipsta x

O.MÓJ.BOŻE.
OdpowiedzUsuńTa końcówka to life goal hahaha :)
Szczerze, to zaskoczyłaś mnie tym, że Zayn ma dziewczynę ;o
A co do Delilah...już ją lubię :D
Życzę mnóstwa weny i czekam ne nexcik <3 @1Dkc5SOS
PS. Gif mega ! *-*
♥
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem, jak zawsze! Czekam na next!! /T.
OdpowiedzUsuńŚwietny :D
OdpowiedzUsuńZayn ma dziewczynę? Okey? :o
Hahhah, z torebki :D
Już nie mogę się doczekać nn :D
Dziękuję :* - Asia :)
Boże ������ to było cudowne... wróć. To jest cudowne �� Zayn ����
OdpowiedzUsuńCZYTAŁAM TWOJE DZIEŁO + OPOWIADANIE MOJEJ PRZYJACIÓŁKI PÓZNYM WIECZOREM I N I E M O G Ł A M Z A S N Ą Ć :D DZIĘKI :D POWIEM TAK.... NAWET JAKBY SIĘ NIE CHCIAŁO TEGO CZYTAĆ ...TO I TAK SIĘ MUSI BO TAK ŚWIETNIE PISZESZ , ŻE ...WCIĄGASZ :D / @YEAHisMyLife1D
OdpowiedzUsuńZarąbiste 0.o Super piszesz :D Więcej twoich ff :)
OdpowiedzUsuńŚwietny jest :) Nie mogę doczekać się kolejnego ♥
OdpowiedzUsuńJejku, ta końcówka taka zupełnie oderwana! Tego jeszcze nie było, wieeelki plus za to.
OdpowiedzUsuńGeneralnie to dosyć mi się podoba, nawet na tyle bardzo,ze chyba będę czytać, mimo ze na blogspicie...
Ale żeby nie było tak słodko i żeby opinia była prawdziwa, to powiem, ze jest kilka, ale tylkp kilka błędów ortograficznych i zmienilabym szyk zdania. Ale ogolnie, jak na razie baaardzo zachęcające, no i z Zaynem w roli głównej... Wiec chyba nie muszę juz nic więcej mówić.
Czekam na następny :) x
(TT @/love_my_zen)
Bardzo pięknie piszesz masz talent oby tak dalej
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPisz dalej! ��Zaskoczyłaś mnie tym, że dziewczyna załatwiła Zayna ������ Życzę weny i czekam na następny rozdział! ������ / @_Illusion_x
OdpowiedzUsuń